Wydrukuj tę stronę
niedziela, 22 lutego 2015 11:30

Gdyby ściany mogły mówić

 

Budynek był nietypowy, gdyż z daleka przypominał kościół, a dopiero z bliska niektóre symbole zdradzały jego prawdziwe przeznaczenie. Tej zimy 2015 roku, mija 70 lat od zburzenia gnieźnieńskiej synagogi.

Nie sposób przytaczać tu całej historii pojawienia się Żydów na naszych terenach. Faktem niezaprzeczalnym jest to, że byli tu praktycznie od zarania dziejów państwa polskiego. Dowodem na ukonstytuowanie się gminy, najczęściej było powstanie specjalnego domu modlitw – synagogi, zwanej dawniej także bóżnicą.

W Gnieźnie pierwsze ślady powstania świątyni dla wyznawców religii mojżeszowej, pojawiają się dopiero w XVI wieku. Wcześniej, liczna już na pewno grupa gnieźnieńskich Żydów, spotykała się i gromadziła prawdopodobnie w jakimś budynku modlitewnym, zlokalizowanym w ich dzielnicy. Ta zaś znajdowała się w rejonie ograniczonym dzisiejszymi ulicami Tumską, Podgórną, Franciszkańską i Rynkiem. Gdzieś tam, wśród ciasno pobudowanych 22 kamienic, znajdowała się sala zgromadzeń. Wiemy, że musiała być, ale nie znamy jej kształtu ani wielkości. W końcu jednak przestawała wystarczać rozrastającej się grupie wiernych. W 1582 roku pojawia się wzmianka o rozpoczęciu budowy nowej synagogi u zbiegu dzisiejszej ulicy Tumskiej i Podgórnej, niedaleko Bramy Poznańskiej. Zlecenie wydano murarzowi o imieniu Dawid, a architekturą obiekt miał nawiązywać do świątyni znajdującej się w Poznaniu. Wiemy tylko tyle, że była ona murowana, a ściany pokryte bielą. W 1584 roku budynek poświęcił rabin Eliezer Aszkenazy.

Nowa świątynia jednak długo nie cieszyła oka lokalnej gminy. W 1613 roku spłonęło całe miasto, wraz z częścią kościołów i innymi budynkami użyteczności publicznej. Mimo tej tragedii, Gniezno powoli podnosiło się z katastrofy, wraz z samą dzielnicą żydowską i nową bóżnicą. Kolejne nieszczęście spadło na Gród Lecha w trakcie „potopu”, a wówczas doszło do pogromów i dewastacji tej części miasta. Narastały też konflikty z sąsiadującym w pobliżu klasztorem klarysek, które zarzuciły Żydom zakłócanie modlitw hałasami dochodzącymi z dzielnicy. Wobec tego, decyzją sejmu z 1661 roku, dzielnica została przeniesiona extra muros, czyli poza mury miejskie, a dokładniej za Bramę Toruńską. Dziś ten rejon określilibyśmy ulicami Dąbrówki, Mieszka I i Chrobrego. Tam zlokalizowano nową synagogę, która jednak nie musiała być zbyt wyszukanym budynkiem.

Dopiero w 1796 roku ukończono budowę nowej bóżnicy, zlokalizowanej we wschodniej części dzielnicy, nieopodal kościoła św. Mikołaja (w rejonie ul. Chrobrego i Mieszka I). Budynek był wykonany metodą szkieletową, zwaną pruskim murem o dość okazałych rozmiarach. Niedaleko zlokalizowany został także cmentarz dla wyznawców religii mojżeszowej. Wszystko to poszło z dymem 27 maja 1819 roku, kiedy to w dzielnicy żydowskiej wybuchł pożar, trawiący przy okazji połowę miasta. W jego efekcie, po długich sporach, dokonano regulacji siatki ulic, przeprowadzając między innymi oś eksponującą katedrę (obecnie ul. Tumska i Chrobrego). Nowy układ spowodował też, że zniesiona w zupełności została dotychczasowa dzielnica żydowska, a działki pod nowe budynki, otrzymywano na zasadzie decyzji władz miejskich. Ostatecznie jednak część Żydów spokojnie powróciła w swój dawny rejon zamieszkania, jednak bez posiadania własnej świątyni.

Wybudowanie nowej, większej synagogi, wymusił znaczny wzrost liczby Żydów, którzy na początku lat 40. XIX wieku stanowili już 25% mieszkańców miasta. Pominąć powinno się podział, jaki w owym okresie zaistniał wśród tej wspólnoty religijnej. Dość wspomnieć, że Żydzi skłócili się i wytykali nawzajem tych, którzy modlić i wyznawać wiarę chcieli w obrządku ortodoksyjnym, a ci zarzucali reformatorom ich postępowe zapędy, w ramach których chcieli wprowadzić w liturgii niemieckie porządki wraz z tym językiem. Ostatecznie ci drudzy wygrali, jednak zatarg był widoczny aż zanadto. Kiedy w 1846 roku dokonywano poświęcenia nowej synagogi u zbiegu Wilhelmstrasse i Judenstrasse (dziś Chrobrego i Mieszka I) w obawie przed wyznaniowymi rozruchami, porządku strzegła policja!

Trzypiętrowy gmach, początkowo niezbyt wyróżniał się architektonicznie spośród zabudowy miejskiej, choć na pewno był jednym z większych. Prawdopodobnie pod koniec XIX wieku, do budynku od strony frontowej dobudowano dwie wieże, nieznacznie wystające ponad dach świątyni. Wieńczyły je hełmy w kształcie cebuli, przypominające styl bizantyjski, na szczycie których znajdowały się Gwiazdy Dawida. Niemałe podobieństwo do świątyni katolickiej (przynajmniej z daleka) spowodowało, że stał się on miejską ciekawostką  pokazywaną przybywającym do Gniezna gościom. W środku świątynia również przypominała kościół – rzędy ław, a na końcu znajdowało się niejako oddzielone wywyższeniem prezbiterium - miejsce modlitewne. Ponadto były galerie na dwóch kondygnacjach, które mieściły tzw. babińce – miejsca przeznaczone dla kobiet. Wnętrze świątyni wykończone było w stylu mauretańskim, bardzo popularnym w owym okresie, z niewielkimi naleciałościami neorenesansu i stylu bizantyjskiego. Od ortodoksyjnej synagogi różniło ją także to, że bima, czyli miejsce modlitw, znajdowało się na końcu nawy, podobnie jak ołtarz w kościele. Po obu stronach bimy znajdowały się wysokie menory, a cała ściana wykończona była kolumnowym portykiem. To miejsce rozświetlał duży żyrandol.

W tej formie budynek przetrwał do początku 1940 roku, kiedy to został on rozebrany na polecenie niemieckich władz okupacyjnych. Gruz z rozebranej synagogi został wykorzystany jako budulec m.in. do wyrównania placu ćwiczeń przy szkole policyjnej, urządzonej w trakcie wojny w budynku Seminarium. Taki był symboliczny koniec istnienia gminy żydowskiej na terenie Gniezna. Niemym świadkiem wydarzeń sprzed 70 lat, jest znajdujący się po sąsiedzku budynek kantora i jednocześnie siedziba gminy żydowskiej, w której dziś funkcjonuje szkoła muzyczna.