Jesteś tutaj:Wywiady "Naszym obowiązkiem jest wychowywać"
poniedziałek, 11 sierpnia 2014 18:59

"Naszym obowiązkiem jest wychowywać"

 
hm Aleksander Sekulski. podczas uroczystości 100-lecia gnieźnieńskiego harcerstwa hm Aleksander Sekulski. podczas uroczystości 100-lecia gnieźnieńskiego harcerstwa fot. Ramzes Temczuk

Historia tego człowieka, to dzieje całego powojennego harcerstwa w Gnieźnie. To opowieść o służbie, poświęceniu, wierności zasadom i tradycji.

Hm. Aleksander Sekulski w momencie naszego spotkania miał za sobą 69 lat służby w ZHP. Zawsze pozostawał wierny tradycji. Mundur harcerski miał zawsze pod ręką i tak jest do dziś. Spotkania starszyzny organizuje na własnej działce. Harcerz z krwi i kości. Skromny, ale stanowczy, dowcipny, ale szanujący tradycję. Dziś to wśród braci harcerskiej człowiek-legenda. Większość harcerzy wciąż zastanawia się, które z opowieści krążące o „Druhu Olku” są prawdą. 

Ramzes Temczuk: Druhu Aleksandrze, pamięta Pan, kiedy złożył Przyrzeczenie Harcerskie?

Hm. Alekander Sekulski: No jasne, że pamiętam. To było dokładnie 25 września, 1945 r. już po wojnie. W pierwszej szkole, w której powstało harcerstwo pierwsza zbiórka była 20 kwietnia 1945 r. wtedy wciąż trwała jeszcze wojna. Od tego czasu jestem w harcerstwie, natomiast przyrzeczenie składałem we wrześniu. Kiedyś o przyznaniu stopnia decydował komendant hufca, a nie tak jak teraz drużynowy. Z tym, że był wyjątek - na obozie komendant dostawał podobne uprawnienia jako komendant hufca. Mnie wprawdzie na ten obóz nie wzięli, bo to była Akcja Żniwna, a ja byłem za młody, ale przyznano mi mimo to stopień młodzika i wtedy we wrześniu złożyłem Przyrzeczenie Harcerskie. Zresztą to było bardzo ciekawe, konspiracyjne nawet można powiedzieć. Obowiązywała wówczas już inna rota Przyrzeczenia, nam kazano się nauczyć przedwojennej. Na przerwie, dyrektor Szeszuła wziął nas do harcówki i tam składaliśmy przyrzeczenie, bez przemówień, bez jakiejś specjalnej pompy.

Dyrektor Szeszuła miał chyba duży wpływ na to, jak się kształtowało powojenne harcerstwo.

O tak, to bardzo ciekawa postać. Zawsze się "mylił" podczas wypowiadania przyrzeczenia. Wiadomo, że w przedwojennej rocie harcerze składali przyrzeczenie "na wierność Bogu i Polsce", a po wojnie "na wierność Polsce Ludowej". On zawsze się "mylił" i mówił na wierność Bogu i... Polsce Ludowej. A dzieciaki za nim powtarzały. Tak się złożyło, że w zasadzie wszyscy nasi harcerze ślubowali wierność Bogu.

W jakiej to się działo szkole?

W szkole nr 4. Tam prowadziłem drużynę od 58' roku.

Czyli od 1958 r. był już Pan drużynowym?

Drużynowym byłem już od 1949 r. w zespole zuchów. W tamtych czasach był "prikaz" żeby drużyny pozaszkolne, tzw. wędrownicze były rozwiązywane. Żeby gdzieś tych ludzi zlokalizować tworzyliśmy drużyny przy szkołach. Ja prowadziłem drużynę zuchów przy szkole nr 2 do marca 1950 r., do kiedy ZHP przestało istnieć.

Jak to się słało?

Zmieniono formułę harcerstwa i kazano składać nowe przyrzeczenia.

Co Pan wtedy zrobił?

Odszedłem. Powiedziałem, że mam trudności w szkole i odszedłem. Nie zostałem zwolniony żadnym rozkazem, po prostu odszedłem. Mi to nie odpowiadało. Stworzono OH na wzór radzieckiej organizacji pionierskiej.

Kiedy Pan wrócił?

Wróciłem po wojsku, w 1957 r., jesienią. W październiku wyszedłem z wojska i zaraz zameldowałem się w komendzie hufca. Nie byłem mianowany, ale od razu poszedłem właśnie do szkoły nr 4 i tam prowadziłem drużynę. Mianowanie przyszło dopiero  jesienią 1958 r. i od tego czasu prowadziłem drużynę oficjalnie. Nie uniknąłem jednak kombinacji - po przywróceniu harcerstwa w 1956 r. pozmieniali organizację, zmieniono numery drużyn. Ja wcześniej należałem do 13-tej kolejowej, a w szkole nr 4 była drużyna Adama Mickiewicza. Chciałem, żeby wróciła do wcześniejszego patrona - Żeromskiego, tym bardziej, że dzieci, które tam uczęszczały to były w większości z rodzin kolejarzy, więc tradycje 13-tej kolejowej, przenieśliśmy do drużyny 4-tej

Z tego co Pan mówi to harcerstwo przechodziło ogromne zmiany na przestrzeni lat...

To, co zrobiono w latach 50-56 to w ogóle nie możemy mówić o harcerstwie. To nie miało nic wspólnego z ideami skautingu, to była typowa organizacja pionierska. Cała klasa należała, raz w miesiącu mieli zbiórkę w formie pogadanki i to wszystko. Nie było wychowania, nie było wycieczek, nie było samokształcenia się jak w harcerstwie. Zupełnie jak na typ radziecki.

Które okresy były jeszcze dla harcerstwa trudne?

Na pewno lata 1962-63, kiedy Kuroń wprowadzał system Walterowski. Znów zmieniono organizację harcerstwa. Grupa sama decydowała o sobie. Dochodziło do takich absurdów, że 12-latki decydowały same o sobie, kto może dostać stopień a kto nie może. Zamiast stopni harcerskich wprowadzili miana. Zmieniono krzyż harcerski, próbowano zlikwidować lilijkę. To był trudny okres. Na kierowniczych stanowiskach byli ludzie namaszczeni przez partię, którzy robili to, co partia chciała. Np. nasz sztandar z 1962 roku maił na szczycie drzewca orła, a nie lilijkę. Ja tam wtedy po roku zdobyłem lilijkę i zamieniłem, a tego orła mam do dziś, przechowuję od ponad 40 lat (śmiech). Od tamtego momentu lilijka jest na sztandarze. Oni się domyślali, kto to zrobił, ale nie mieli żadnego dowodu, że to ja.

Czyli trochę był Pan wywrotowcem...

No nie zaraz wywrotowcem, tylko jakby to powiedzieć... Chodziło o zachowanie tradycji, ściśle związanych ze skautingiem. Np. w tym okresie też chciałem odejść, bo to mi nie do końca pasowało. Do pozostania namówili mnie starzy, przedwojenni harcerze. Powiedzieli, że jak ja odejdę to się wszystko rozsypie i ci, którym zależy na zniszczeniu harcerstwa będą triumfować, wiec siedź i ratuj to, co można. Robiliśmy wówczas tak, że pisaliśmy w raportach to, co miało być, a na zbiórkach robiliśmy to, co harcerze robić powinni. Powiedziałem to kiedyś nawet publicznie naczelnikowi Związku. 

A lata 70. i 80., te najbardziej niespokojne?

To już sprawa bardziej ogólnozwiązkowa, jeśli myślimy np. o stanie wojennym, wszystkie organizacje zostały wówczas zawieszone. Wtedy warunek był taki "albo się podporządkujecie, albo was rozwiążemy". No i to był dylemat, co lepsze; przetrwanie i ugięcie się, czy danie się rozwiązać? Wiadomo, że po rozwiązaniu bardzo trudno coś odbudować...

A jak było po transformacji ustrojowej?

No największy problem to był ze Światową Organizacją Ruchu Skautowego; taką Czechosłowację przyjęto bez problemów, a nad nami się długo zastanawiano. Czesi twierdzili, że mieli u siebie podziemne harcerstwo. Proszę sobie to wyobrazić! W demoludzie ogólnokrajowa organizacja podziemna, o której nikt nie wiedział. A my mieliśmy przyrzeczenie przystosowane do ideologii i to im nie bardzo pasowało, ponieważ twórca skautingu Robert Baden-Powell, twierdził, że skauting bez Boga to lepiej żeby nie istniał. A w naszym przyrzeczeniu wtedy tego nie było. Wprowadzono potem dwie wersje przyrzeczenia to znowu ZHR robił nam trochę koło nosa i znów trzeba było wszystko zmieniać. Po 1989 ZHP uważano za postkomunistów, a bardzo dobrze traktowano wówczas ZHR. A przecież ZHR powstał z tych samych ludzi, był to odłam ZHP. Z czasem to wszystko się jakoś poukładało.

Była rywalizacja z ZHR?

Kiedyś z budżetu centralnego dostawało się pieniądze. Nas było wówczas 200 000 członków, ZHR miał 20 000, a dotacje dzielone były po połowie... Kiedy zmieniono na podział proporcjonalny był wielki hałas, że ZHR-owi zabrano pieniądze… A w tej chwili nie ma pieniędzy w ogóle i harcerstwo wegetuje. 

Dlaczego tak jest, jak Pan sądzi?

W zasadzie, od kiedy powstało harcerstwo to było oczkiem w głowie państwa, a teraz jest traktowane tak samo, jak każda inna organizacja, zgodnie z zasadą "jak chcecie to się bawcie w harcerstwo, a jak nie chcecie to Wasza sprawa". Dzisiaj na pewno drużynowym jest znacznie trudniej pracować niż nam, kiedyś. Kiedyś w prawie każdej szkole była harcówka, a dziś często nie jest harcerstwo w szkole mile widziane. Przepisy oświatowe mówią, że za wszystko, co się w szkole wydarzy odpowiada dyrektor. Jeśli coś się stanie na terenie harcówki odpowiada dyrektor, więc jak ktoś chce mieć spokojną głowę to nie pozwala. Ale zdarzają się też tacy, co chcą i nawet sami o to zabiegają.

Z jakim skutkiem?

To różnie. Zabiegał o powołanie harcerstwa wicedyrektor szkoły zawodowej. Niestety nie znalazł się chętny żeby pracować z tą młodzieżą. Tam gdzie nie było wcześniej harcerstwa trudno jest to zbudować, tym bardziej, że młodzież jest też dziś  inna. Ja też próbowałem reaktywować drużynę kolejową i z różnych szkół przychodzili różni uczniowie. W końcu doszło do konfliktu, bo oczekiwania były takie, że zaraz po wstąpieniu w szereg ZHP ci ludzie staną się ideałami, a to nie o to chodzi przecież. Przecież twórca harcerstwa Małkowski stworzył we Lwowie drużynę z lwowskich baciarów i też go nie chcieli, bo jak to? Z opryszków ulicznych robić harcerzy? Ale przecież o to w harcerstwie chodzi! Naszym obowiązkiem jest wychować, a nie wziąć wychowanych. Zresztą taki za bardzo ułożony, to nie jest dobry harcerz (śmiech). Musi być trochę urwis. No musi wejść na drzewo, umieć rożne rzeczy zrobić, a nie na paluszkach chodzić i się cały dzień w pas kłaniać. Kiedyś miałem taki przypadek, że zwróciła mi uwagę pani dyrektor, że oto jeden z uczniów nie może być harcerzem, bo taki, owaki. Ja wtedy pomyślałem "Ty sobie gadaj, a ja będę robił swoje". Po roku odebrałem za to największą nagrodę, bo pani dyrektor przyznała mi, że się pomyliła, a chłopak bardzo pozytywnie się w harcerstwie zmienił. Ten człowiek był wart tego żeby dla niego poświęcić czas, a szkoła chciała go od razu spisać na straty.

A jakie dziś harcerstwo ma problemy? Czy to w ogóle jest ta sama organizacja?

Nie może być taka sama. Ideały powinny by te same, ale sposób działania nie. Inaczej byśmy zostali w tyle. Trzeba dostosować się do warunków, jakie panują. 20 lat temu nie było mp3, telefonów komórkowych. Zdając na stopnie harcerskie każdy musiał znać alfabet Morsa, bo inaczej na odległość się nie porozumiał. Teraz wszyscy mają telefony - po co im alfabet Morse'a. Ja już nie wspomnę o semaforze, kiedy to musieliśmy wywijać chorągiewkami na lewo i prawo, jak marynarze... Dziś to by nas wyśmiali, gdybyśmy coś podobnego praktykowali. 20 lat temu telefon polowy z korbką na druty to była atrakcja. Każdy chciał iść na wartę, bo mieli specjalny namiot z centralka telefoniczną. To była atrakcja. A dziś to wzbudziłoby tylko politowanie. Ale w harcerstwie najważniejsze są ideały - służba dla Polski i dla drugiego człowieka. Te rzeczy trzeba wpoić dzieciakom tak, aby weszły w krew. Taka sytuacja na przykład: Kiedyś leżałem w szpitalu i pomagałem salowym sprzątać. Zamiatałem, myłem. Pewnego dnia odwiedził mnie dyrektor kolei. To był mój kolega, ale wszyscy się zastanawiali, co to za facet - sprząta, a sam dyrektor do niego ze świtą w  odwiedziny przychodzi. A przecież, co to za ujma pomóc posprzątać. O takie wychowanie w harcerstwie chodzi. To musi być z automatu, taka chęć pomocy, a nie po gruntownym zastanowieniu. Kiedyś to była radość iść do lasu, pobawić się w podchody i jeszcze wracając śpiewać. Dziś jak prowadziłem drużynę i powiedziałem, że idziemy do lasu, to oni do mnie mówią "Druhu przecież tam autobus jedzie". Przejść 4 km to dla nich problem. Technika się zmieniła, mentalność się zmieniła to i organizacja musi iść do przodu. 

A jakie najjaśniejsze punkty w historii pan pamięta?

No to na pewno dla starszyzny, spotkania. Widzimy dzisiaj jak Ci ludzie się spotykają, witają, wspominają to od razu widać tę nieśmiertelną ideę przyjaźni. Od razu też przypominają się te wspaniałe momenty przeżyte w harcerstwie. Z młodszych lat - pamiętam czas prowadzenia szczepu przy szkole nr 4. Jak go przejmowałem było 30 chłopaków, a jak zdawałem było 700 harcerzy. Na żadne uroczystości szkoła nie szła, bo nie miał kto iść, bo wszyscy uczestniczyli jako harcerze. Kiedy dyrektorem był Wójcicki, to miałem ogromną pomoc. W czasach, kiedy szczepy nie były w stanie robić własnych obozów, my jako jedyni robiliśmy własne. Sprzęt kombinowaliśmy gdzie się dało. Dużo załatwiałem na kolei. Każda parowozownia aż do Zbąszynka coś dla nas robiła. Oferta była szeroka, wycieczki, obozy, więc liczba chętnych stale rosła, bo młodzież widziała, że coś się u nas dzieje. Załatwiłem z koleją, że w ciągu roku dostawałem za darmo wagon. Na bilecie było napisane, że pracownik kolei plus 40 (śmiech). Mieliśmy wycieczkę do Krakowa i Berlina. Byliśmy tak reprezentacyjni, że podczas ogólnopolskiej pielgrzymki na Jasną Górę poproszono nas, abyśmy byli reprezentacją Związku. To były dla nas radosne momenty.

Podobno dużo kawałów kolegom pan robił?

Podobno. Tak mówią (śmiech). Kiedyś mnie szef zawołał i mówi „myślałem, ze Pan już nie pracuje tutaj”, a ja na to: „Dlaczego?” a on: „Bo dawno się już nic nie stało” (śmiech). Byliśmy kiedyś w Związku Radzieckim, jechaliśmy na trasie Kijów – Charków. Jechał ze mną wtedy dyrektor Wójcicki. Ja mu władowałem cegłę do bagażu. Na granicy radzieccy pogranicznicy wchodzą, badają, ja sobie myślę, że jak to znajdą to zaraz nam Alka zabiorą, bo nie uwierzą, że to cegła tylko złoto zatopione albo coś. Ale jakoś udało mu się tą cegłę dowieźć do domu. Taśtał ją z tysiąc kilometrów pewnie.

A jeż w śpiworze? Też był podobno…

A różnie było…To lepiej o tym nie mówmy (śmiech)

Myśli Druh z perspektywy tych wszystkich lat, że ideały harcerskie są aktualne? Że mogą być ważne dla młodzieży? Warto inwestować w harcerstwo?

Wychowanie. Wychowanie dla Ojczyzny, dla służby Polsce, to jest najważniejsze. Trudno powiedzieć, żeby w to nie było warto inwestować. Każde państwo, żeby pozyskać młodzież inwestowało w harcerstwo. Harcerstwo przed wojną zostało uznane za organizację wyższej użyteczności. Za Piłsudskiego wyszedł rozkaz, że harcerze na wojskowych mundurach mogą nosić krzyże harcerskie, czyli tak wysokie było uznanie tej organizacji. Jeśli dziś nie patrzy się na to, żeby wychować ludzi dla Polski, dla przyszłości tego narodu, no to, o czym tu mówić.

Zdaje pan sobie sprawę, że to nie są popularne hasła? Patriotyzm, wychowanie, dyscyplina…

No nie są i dlatego to wszystko tak wygląda i dlatego harcerstwo tak wygląda. Kiedyś w każdej szkole była drużyna. Dziś w całym hufcu mamy 300 ludzi. Mało tego, harcerz, który idzie na zbiórkę to często idzie w cywilu i dopiero na miejscu się przebiera, bo jak idzie w mundurze na ulicy to ludzie z niego szydzą. Niestety do tego doszło.

A czy dzisiaj rodzice, wysyłając dziecko do harcerstwa mają gwarancję, ze organizacja go wychowa, tak jak kiedyś?

Tak być powinno. A wie pan.. ludzie są różni. Wśród harcerzy też się zdarzają różni. Harcerstwo to nie jest zbiór ideałów, ale organizacja ludzi dążących do ideałów. 

Pan wciąż się udziela w harcerstwie?

Jestem jednym z działaczy i organizatorów starszyzny harcerskiej. Udało nam się wywalczyć, że nazywa się to Radą. Wielkopolska Rada Kręgów Starszyzny Harcerskiej i Seniorów, w której pełnię funkcję zastępcy przewodniczącego. W hufcu Gniezno jestem przewodniczącym Kręgu Starszyzny „Bezimienni”. Spotykamy się, wspominamy, organizujemy złazy, wycieczki. Wyjeżdżamy też na ogólnopolskie spotkania starszyzny. Wszystko za własne pieniądze. Dzięki staraniom Rady Kręgów Starszyzny udało się w ubiegłym roku sprowadzić do Gniezna relikwie bł. ks. Frelichowskiego. Utrzymujemy bardzo silne relacje z kręgiem starszyzny w Mogilnie, Janowcu, Trzemesznie, Słupcy, Wągrowca i Wrześni.

Bardzo dziękuję za rozmowę

Dziękuję również. Czuwaj!

8 komentarzy

  • Link do komentarza aroll czwartek, 15 grudnia 2016 15:22 napisane przez aroll

    Szkoda że Aleksander o swoim bracie Januszu nie poopowiadał. To by była historia :)

  • Link do komentarza danka1960 środa, 13 lipca 2016 21:15 napisane przez danka1960

    Druhu Olku !!! Moze Druh siegnie za "pioro"i spisze swoje wspomnienia dla pokolen? To byly cudowne czasy!!! Z wyrazami szacunku CZUWAJ !

  • Link do komentarza wilk niedziela, 17 sierpnia 2014 02:02 napisane przez wilk

    Człowiek instytucja i należy mu się szacunek ,warto by może jego opowieści spisać,by dla potomnych została historia miasta i okolic .

  • Link do komentarza czerwony czwartek, 14 sierpnia 2014 21:02 napisane przez czerwony

    Spuszczacie się nad nim to zróbcie sondę w Gnieźnie a 90% nie będzie wiedziała kto to jest więc nie gadajcie głupot harcerzyki.

  • Link do komentarza Zocha czwartek, 14 sierpnia 2014 10:11 napisane przez Zocha

    Żeby zmieścić to co ten człowiek zrobił dla wychowania młodzieży to INTERNET jest za mały!

  • Link do komentarza Krzysztof Jaworski środa, 13 sierpnia 2014 15:12 napisane przez Krzysztof Jaworski

    Jak nie wiesz kim DRUH OLEK jest to się dowiedz a potem przeczytaj ten wywiad i wypowiedz się na temat długości . Ten CZŁOWIEK mnie wychował i ja uważam że wywiad był za krótki!!!! CZUWAJ

  • Link do komentarza Dekadent środa, 13 sierpnia 2014 09:56 napisane przez Dekadent

    @napisane przez czerwony - długie, bo historia tego człowieka jest dłuższa niż historia kredytowa Twoich rodziców. Wywiad z człowiekiem, który miał wpływ na wychowanie wielu pokoleń nie robi się w short'cie

  • Link do komentarza czerwony wtorek, 12 sierpnia 2014 22:56 napisane przez czerwony

    Czemu to takie długie aż czytać się nie chce jak będę chciał kupić książkę to kupię a to jest portal ... lipa lipa

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane