Jesteś tutaj:Reportaże Bohater słowa, którego nie znamy
poniedziałek, 11 listopada 2019 08:45

Bohater słowa, którego nie znamy

 
Józef Roman Chociszewski Józef Roman Chociszewski źródło: Chociszewski - zasłużony Wielkopolanin, aut. Sylwia Dworecka

Ulica, która nosi jego imię, znajduje się w centrum Gniezna. Wydaje się jednak, że jej patron istnieje na uboczu historii i świadomości mieszkańców, jak ważną był postacią nie tylko dla naszego miasta, czy regionu, ale całego kraju.

Mowa o Józefie Chociszewskim, działaczu, społeczniku, dziennikarzu i więźniu polskiej myśli narodowo-wyzwoleńczej. Jego biografia jest na tyle ciekawa i obszerna, że warto się z nią zapoznać, choć dane zaprezentowane poniżej, potraktowane zostaną bardzo ogólnie. Niemalże każdy rok działalności Józefa Chociszewskiego był pełen wydarzeń, które odcisnęły jakiś ślad na tej postaci i wpływały na jego dalszą twórczość. Warto jeszcze dodać, że sławę zyskał on nawet wiele lat po swojej śmierci, której sto piątą rocznicę obchodzimy właśnie dzisiaj.

Urodził się w 1837 roku w rodzinie Jakuba i Marii z Dymków, żyjących w niewielkiej wsi Chełst w północno-zachodniej Wielkopolsce. Po raz pierwszy na terenie Ziemi Gnieźnieńskiej pojawił się w 1849 roku, kiedy to został przyjęty jako uczeń trzemeszeńskiego gimnazjum. Nauki pobierał tu do do 1858 roku. Tutaj też wziął czynny udział w organizacji nielegalnych stowarzyszeń, działających w celu krzewienia polskiej mowy i literatury. Udało mu się opuścić mury szkolne, zanim organizacja została zdekonspirowana, ale władze wpadły na jego trop. Zaczął pracę jako „wolny strzelec”, pisząc (najczęściej pod pseudonimem) do różnych czasopism i gazet na terenie zaboru pruskiego.

 

Niepokorny redaktor

W 1861 roku opuścił Wielkopolskę i udał się do zaboru austriackiego, na Śląsk Cieszyński, gdzie zatrudniony został w charakterze redaktora „Gwiazdki Cieszyńskiej” - okolicznościowego pisma dla ludu. Po niemal roku pobytu, na wskutek „zbyt dużej aktywności patriotycznej”, został zmuszony przez władze zaborcze do opuszczenia Cieszyna. Udaje się na Pomorze, gdzie obejmuje wolne akurat stanowisko redaktora „Nadwiślanina”, wydawanego w Chełmnie. Tam czuł się bardzo swobodnie, gdyż owo miasto było wówczas najbardziej polskim w całym regionie, a do tego stanowiło nieformalny ośrodek, gromadzący wszelkie polskie myśli narodowo-wyzwoleńcze.

Jego działania w Chełmnie zmierzają w tym samym kierunku, jak w przypadku Cieszyna. Publikuje artykuły traktujące o historii Polski, refleksje na temat działań politycznych czy rozmyślania blisko sąsiadujące z tematyką niepodległościową. Na efekty jego prac nie trzeba długo czekać – zostaje skazany przez władze za artykuł o Janie Kilińskim i trafia na dwa lata do twierdzy w Wisłoujściu koło Gdańska. Więzienie opuszcza w 1865 roku i odtąd podejmuje się różnych prac, w dotychczas wykonywanym zawodzie. Działalność w „Nadwiślaninie” przyniosła też zmiany w jego życiu prywatnym. Jego wydawcą i właścicielem był miejscowy ziemianin Józef Gółkowski, którego to córkę Alodię (siedem lat starszą) obrał sobie Chociszewski za towarzyszkę i ostatecznie poślubił w 1867 roku.

Całe swoje życie borykał się z problemami finansowymi, które wynikały pośrednio z jego działalności na niwie społeczno-literackiej. Dość dodać, że będąc skazanym na twierdzę w Wisłoujściu, zmuszony został do utrzymywania się w więzieniu z własnych pieniędzy (!). Na to jednak nie pozwalało grono przyjaciół czy licznych patriotów, którzy nadsyłali mu zebrane datki. Niemniej, jego poświęcenie i ofiarność wielokrotnie bywa zaznaczona w zachowanych pamiętnikach i listach, kierowanych do rodziny lub znajomych. Poświęca się bez reszty na krzewienie myśli narodowych wśród często prostego i niewykształconego ludu. Publikuje artykuły, także dotyczące nowinek rolniczych, ale i zaczyna tworzyć coraz więcej publikacji skierowanych do młodego pokolenia Polaków. Kilkukrotnie próbuje rozwinąć własny interes w postaci księgarni lub wydawnictwa, jednak ostatecznie zajmuje się stricte samą publikacją, która przynosi mu pewien dochód. Żona Alodia jest przy tym jego życiową podporą.

 

Publicystyczna stabilizacja

Jeszcze pod koniec lat 60. XIX wieku Chociszewscy osiadają w Wielkopolsce, jednak liczne zobowiązania zmuszają go do ciągłej pracy w ruchu. W tym czasie nie zapominają o nim władze zaborcze, które cały czas mają na niego oko. Coraz częściej zdarza się też, że kontrole przeradzają się w czyny i jego publikacje przechodzą cenzurę lub są zwyczajnie rekwirowane. Za swoją nieugiętość płaci kolejnymi karami finansowymi oraz aresztami. Łącznie w ciągu swojego całego życia spędził niemalże 6 lat w więzieniach. Nie próżnował jednak i nawet w odosobnieniu potrafił tworzyć pamiętniki czy przelewać swoje myśli na papier, stwarzając w ten sposób kolejne przyszłe publikacje. Z więzień koresponduje z żoną i przyjaciółmi, wśród których jest też znany pisarz i publicysta – Józef Ignacy Kraszewski.

Przez pierwsze kilkanaście lat swojej działalności udało się Józefowi Chociszewskiemu rozprowadzić wśród ludu przeszło pół miliona publikacji z własnego wydawnictwa. Wśród jego najsławniejszych dzieł, które wydane zostały często własnym kosztem, były m.in. „Dzieje narodu polskiego dla ludu polskiego i młodzieży” - najobszerniejsza wówczas książka dotycząca historii Polski. Dodatkowo zajmuje się publikacją książeczek mówiących o różnych wydarzeniach dziejowych, pisma z piosenkami i dumkami patriotycznymi czy dzieła dotyczące języka polskiego. Wartości tych książek nie sposób oszacować, gdyż ich znaczenie dla uciśnionego narodu polskiego, było bardzo duże. Publikacje Józefa Chociszewskiego wychowywały kolejne pokolenia Polaków, przekonanych coraz bardziej do słuszności niepodległościowej sprawy.

 

Okres gnieźnieński

Mimo pewnych sukcesów, problemów twórcy wciąż nie brakuje, a pewną stateczność przynosi mu dopiero objęcie funkcji redaktora naczelnego „Dziennika Kujawskiego”, wydawanego w Inowrocławiu, co następuje w 1893 roku. Niestety, tu ponownie jego działalność nie podoba się zaborcy. Za zbyt ostre w tonie publikacje, dotyczące polityki władz niemieckich, zostaje dwukrotnie skazany na pozbawienie wolności. Kary odbywa w Gnieźnie, w więzieniu przy ul. Franciszkańskiej. Jego postawa kłóci się coraz bardziej z działaniami wydawcy, dlatego w 1895 roku opuszcza Inowrocław i przenosi się do Gniezna. Tu we wrześniu zostaje redaktorem naczelnym nowego, polskiego dziennika „Gazeta Gnieźnieńska” (później – Lech. Gazeta Gnieźnieńska). Niestety, również tutaj jego ostry publicystyczny ton stwarza u wydawcy pewne obawy. Odchodzi z redakcji na zasadzie porozumienia, bowiem pomysłodawcy gazety obawiają się rychłego zamknięcia dziennika, w obliczu tak ryzykownie mocnej formuły przekazu, jaką prezentował Józef Chociszewski. Niemniej, pozostaje on przyjacielem redakcji i od czasu do czasu pełni obowiązki innych redaktorów naczelnych, których tymczasowo władze pruskie pozbawiają wolności.

Jego pobyt w Gnieźnie to czas płodnej twórczości, wyrażającej się w licznych nowych dziełach, wydawanych na terenie całego kraju. Całkiem niedawno odkryta została (niejako ponownie) jego książeczka pt. „Listownik dla młodzieży zawierający wzory listów, z dodatkiem powinszowań, łamigłówek, wierszyków, powiastek i nauki grzeczności dla młodzieży”. Jest ona o tyle ciekawa, że z perspektywy czasu, treści zawarte w tym przewodniku, dotyczą stricte pisania listów miłosnych pomiędzy młodymi ludźmi. O jej zawartości kilka lat temu szeroko rozpisywały się różne media, trochę prześmiewczo traktując to niewielkie dzieło, które w tamtych czasach doczekało się kilku wydań (!).

W Gnieźnie zamieszkuje przy Nollaustrasse 26 (dziś ul. 3 Maja, choć numeracja domów się zmieniła), gdzie ulokował swoją niewielką księgarnię. Mimo podeszłego wieku, niestrudzenie pracuje i realizuje kolejne swoje pomysły. Wydaje gry patriotyczne, ilustrowane opowiastki dla dzieci i młodzieży czy ozdobne, patriotyczne kartki pocztowe. Władze nie zapominają o jego wrogiej działalności, ale przyzwalają na jego kilkukrotne kandydowanie do pruskiego parlamentu z różnych niemieckich landów, gdzie jest popierany przez polskich emigrantów. Nie dostaje się, jednak zapewnia mu to dodatkową sławę. W 1910 roku Józef Chociszewski obchodzi 50-lecie pracy twórczej, pełne gratulacji napływających ze wszystkich trzech zaborów. Otrzymuje także stypendium, którego zawsze tak potrzebował przez lata swojej ciężkiej pracy - przeznacza je na spłatę długów i kar za zaległe grzywny.

 

Zawsze z piórem w ręku

Nigdy nie narzekał publicznie na swój ciężki byt, a jedynie w listach do rodziny lub przyjaciół wspominał o swojej trudnej sytuacji finansowej. Mimo podeszłego wieku musiał pracować, by móc utrzymać siebie i chorującą żonę, ale nie da się też ukryć, że jego poświęcenie przyniosło ogromne zasługi w postaci dziesiątek, jeśli nie setek tysięcy wychowanych na jego książkach młodych Polaków. Do kultury polskiej wniósł wiele dzieł, które mniej lub bardziej poważnie traktowały naukę i kulturę, a jego dokonania w dziedzinie propagowania historii są nieocenione.

Jak pisze Walerian Sobkowiak, autor jego jedynej jego biografii wydanej jeszcze przed II wojną światową, Józefa Chociszewskiego śmierć zastała nagle, praktycznie z piórem w ręku. Twórca umiera rankiem 11 listopada 1914 roku. Jego pogrzeb staje się manifestacją narodową, która w obliczu trwającej już wojny światowej, daje ludziom nadzieje na rychłą zmianę sytuacji politycznej. Pochowany zostaje na cmentarzu św. Krzyża, niedaleko samej świątyni. Symboliczna data jego śmierci, jaką w następnych latach stał się 11 listopada, można odczytywać jako pewien znak podsumowujący całą jego dotychczasową twórczość.

Jedenaście dni po Józefie, na tamten świat odchodzi jego żona Alodia, która niestrudzenie towarzyszyła mu przez 47 lat wspólnego życia. Nie mieli dzieci, jednakże jego twórczość, przy wsparciu jakie dawała mu małżonka, pozwoliło wychować liczne pokolenia młodych patriotów.

Dziś, w sto piątą rocznicę śmierci Józefa Chociszewskiego, powinno się wspominać tę bohaterską postać. Nie ma przesady w tym określeniu, bowiem w czasie, kiedy swoje życie przekuwa się w działalność na rzecz dobra społecznego, a do tego spotyka się za to represje i kary, można śmiało mówić nie tylko o samym patriotyzmie czy przekonaniu do słusznej sprawy. To lokalny wzór postępowania dla nas współczesnych, zapominających o swoich korzeniach, otoczonych pustką rzeczywistości, pełnej jedynie hałasu i politycznej sprzeczności.


Przez wiele lat grób małżonków Chociszewskich pozostawał nieurządzony. Dopiero w okresie międzywojennym ustawiono nagrobek godny miejsca spoczynku. Pojawił się też wówczas projekt, by postawić pomnik Józefowi Chociszewskiemu, choć nie został ostatecznie zrealizowany. Jego imię od 1919 roku nosi ulica, przy której to mieszkał w ostatnich latach swojego życia. Jego grób został kilka miesięcy temu odnowiony ze środków miasta.

Artykuł napisany po raz pierwszy 11 listopada 2014 roku


Źródła: Kurier Poznański, Dziennik Poznański, Lech Gazeta Gnieźnieńska, Chociszewski - Zasłużony Wielkopolanin (red. Sylwia Dworecka), "Listy z podróży po ziemiach polskich i do Ziemi Świętej w roku 1908" (red. Franciszek Gordon)

 

2 komentarzy

  • Link do komentarza Mich poniedziałek, 18 listopada 2019 21:35 napisane przez Mich

    Świetny artykuł.

  • Link do komentarza Marek  ZYGMUNT poniedziałek, 11 listopada 2019 09:07 napisane przez Marek ZYGMUNT

    Cześć i Chwała Bohaterowi polskiego pióra i polskiej historii !!!

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Ponadto prosimy nie umieszczać wklejonych obszernych tekstów, pochodzących z innych stron, do których to treści komentujący nie posiadają praw autorskich. Ponadto nie są dopuszczane komentarze zawierające linki do serwisów, prowadzonych przez wydawców innych lokalnych portali.

Ostatnio dodane