środa, 09 sierpnia 2017 11:34

Cesarz przyjeżdża do Gniezna, a koniuszy go... wyśmiewa

 
Cesarz przyjeżdża do Gniezna, a koniuszy go... wyśmiewa Pocztówka z 1905 r., wydawnictwa Paula Raucha z Gniezna, ze zbiorów Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie

W przeciągu wieków Gród Lecha był świadkiem odwiedzin wielu znamienitych postaci, które miały wpływ także na losy całego kontynentu. Jedną z takich wizyt, a pierwszą w XX wieku, był przyjazd cesarza Wilhelma II 9 sierpnia 1905 roku.

Wczesną wiosną tego roku, dzięki poznańskiej prasie, rozeszła się po Wielkopolsce informacja, że głowa Królestwa Pruskiego zamierza odwiedzić Poznań. Początkowo zakładano iż dokona on aktu wmurowania kamienia węgielnego pod budowę Zamku Cesarskiego. Ostatecznie jednak miało to miejsce w kwietniu tego samego roku, przed jego wizytą. Niemniej, wraz z informacją, że Wilhelm II pojawi się w Poznaniu, wspomniano również o tym iż zaplanowano jego przyjazd do Gniezna. Niewiele było trzeba było mówić – natychmiast ruszyły przygotowania do zorganizowania tejże wizyty. W jakim celu jednak miał on tu przyjechać? Rzecz jasna - w celu politycznym.

Gniezno, a właściwie otaczające go miejscowości, były ważnym obszarem trwającej od lat polityki kolonizacyjnej. Na wschodnie rubieże cesarstwa kierowano Niemców, dla których specjalnie do tego stworzone urzędy oraz instytucje, wykupywały z polskich rąk gospodarstwa i inne nieruchomości. Na ten cel szły ogromne pieniądze, a aspekt ekonomiczny tego przedsięwzięcia nie był wcale taka istotny. Głównym celem była bowiem germanizacja tego terenu w każdym calu – od usuwania języka polskiego z urzędów i szkół, poprzez likwidację polskich towarzystw, kończąc na przejmowaniu majątków (niekiedy za bezcen). Wykorzystywano przy tym słabość polskiego społeczeństwa, które zewsząd było osaczone restrykcjami wobec własności ziemskiej czy prowadzenia przedsiębiorstw. Dzięki działalności Komisji Kolonizacyjnej wokół Gniezna jeszcze w XIX wieku powstały liczne wsie lub skupiska ludzkie, zamieszkałe wyłącznie lub w znacznej części przez Niemców – Dalki, Osiniec, Gębarzewo, Arkuszewo, Piekary. To w takich osadach mieszkał cesarski - dzisiaj byśmy powiedzieli - „elektorat”.

Jak przygotowywano się do wizyty cesarza? Bardzo gorliwie. Trzeba dodać, że planowano iż Wilhelm II przyjedzie z Poznania do Gniezna samochodem. W związku z tym wszystkie miasteczka i wsie, znajdujące się po drodze, miały zostać ozdobione w girlandy, kwiaty i godła. Na ten cel przeznaczano znaczne sumy pieniędzy, a sami urzędnicy poznańscy wydzielili z budżetu 5 tysięcy marek na dekoracje ulic na peryferiach miasta. Co więcej - przeprowadzono nawet remont szosy prowadzącej do Gniezna (wówczas wiodącej przez Kostrzyn). Jak się wkrótce miało okazać, to wszystko stało się na próżno...

Wizyta

Cesarz przyjechał do Poznania pociągiem we wtorek 8 sierpnia nad ranem, zatrzymując się na Dworcu Letnim. Warto dodać, że z Berlina przybył on swoim prywatnym składem (wnętrza sześciu wagonów były wyposażone tak luksusowo, jak tylko można sobie to wyobrazić). Niemal od razu po przywitaniu, udał się w drogę na poligon w Biedrusku, gdzie czekały na niego oddziały wojskowe przygotowane do ćwiczeń i prezentacji sprawności bojowej. Kontrola ta zajęła cesarzowi aż dwa dni, bowiem w środę 9 sierpnia rano ponownie udał się na poligon, z którego powrócił wczesnym popołudniem. O godzinie 14:25 wyruszył w kierunku Gniezna... pociągiem. Tym samym zawiódł nadzieje tysięcy Niemców, którzy od tygodni przygotowywali się do jego przejazdu samochodem przez miejscowości znajdujące się na trasie do Grodu Lecha.

Po około godzinie jazdy do Gniezna, pociąg cesarski zajechał na peron pierwszy, na którym czekała część przedstawicieli miasta, w tym także dowódcy tutejszych jednostek – 49. Pułku Piechoty (stacjonującego przy ul. Sobieskiego) oraz 12. Pułk Dragonów (z siedzibą w koszarach przy ul. Wrzesińskiej). Po przywitaniu, Wilhelm II wsiadł na konia i w asyście adiutantów oraz wojskowych, przejechał ulicą Dworcową, Lipową i Fryderykowską (dziś kolejno ulicami: Lecha i Chrobrego) na Rynek. Po drodze wiwatowały na jego cześć tłumy kolonistów, którzy od samego rana ściągali do Gniezna z najdalszych części regionów specjalnymi pociągami, wozami lub pieszo.


Pocztówka z 1905 r., wydawnictwa Paula Raucha z Gniezna, ze zbiorów Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie.

 

Na sam Rynek wstęp był tylko dla zaproszonych gości, a na placu zgromadzono m.in. liczne poczty sztandarowe różnych niemieckich organizacji, regularne oddziały wojska oraz urzędników i zasłużonych kolonizatorów. Dość powiedzieć, że w północnej części placu ustawiono wysoką, drewnianą trybunę (na powyższym zdjęciu widać ją na pierwszym planie - widzowie stoją plecami do fotografa), z której goście mogli oglądać całą uroczystość. Na zdjęciu z tego wydarzenia widać także, że narożnikowa kamienica u zbiegu Rynku i ul. Chrobrego, będąca jeszcze w budowie, nie miała zamocowanych okien. Nie przeszkodziło to mieszkańcom w wypełnieniu pięter budynku (skądinąd także przyozdobionego) i przyglądaniu się całemu wydarzeniu. Zresztą, sporej części zainteresowanych wystarczały nawet dachy kamienic - co również widać na powyższej fotografii.

Przemówienie

Po dojechaniu na plac i odebraniu honorów od zgromadzonych oddziałów wojskowych, uroczyste przemówienie powitalne wygłosił burmistrz miasta Heinrich Schoppen. Cała niemiecka ludność w napięciu oczekiwała na słowa cesarza, który w końcu przemówił: - Dziękując za wyrazy wypowiedziano co dopiero przez pana w imieniu miasta Gniezna, czuję potrzebę, i z mej strony tutaj publicznie na rynku podziękować serdecznie za przyjęcie, które mi zgotowano, za piękne przybranie domów a przedewszystkiem za te wszystkie twarze, które mnie otaczają. Nie mniej ucieszyło mnie, że koloniści w tak wielkim zastępie stawili się, aby mnie powitać, a mam nadzieję, że jego ekscelencja znajdzie sposobność, aby wypowiedzieć kolonistom moje najserdeczniejsze podziękowanie, że tak licznie zebrali się tutaj.

Warto dodać, że w zasadzie cała prasa wielkopolska wsłuchiwała się w cesarskie przemówienie. „Hakatystyczne gazety niemieckie” oczekiwały na twarde stanowisko względem polskiego żywiołu i dalszego rozwoju kolonizacji. Polskie czasopisma i dzienniki (w tym gnieźnieński „Lech”), domniemywały iż po słowach cesarza będzie można się spodziewać, jaki będzie dalszy kierunek polityki germanizacyjnej: - Cieszy mnie, że praca niemieckiej kultury tak dzielnie i odważnie, choć z trudem i powoli postępuje, cieszy mnie, że pruskie miasto Gniezno umie w tak piękny sposób królowi pruskiemu hołd składać. Napomnienia i wskazówki, które wypowiedziałem przed kilku laty w Poznaniu, zapewne każdy zachował w sercu swojem. Zdaje się jednakże, jakoby niektórzy z polskich moich poddanych, nie rozumieli jasno, czy pod sztandarem Hohenzollernów znajdą opiekę i prawo, a podrażniona fantazya historycznemi wspomnieniami może łatwo niejeden zapalny umysł do fałszywych wniosków prowadzić. Tak samo jak wtenczas, tak i dzisiaj powtarzam, że każdy katolik polak powinien wiedzieć, że szanuję jego religię i że przy wypełnianiu obowiązków religijnych, żadnej przeszkody nie znajdzie, że jednak powinien ze swej strony szanować inne wyznania, tak samo, jak my jego wyznanie uszanować umiemy - zwłaszcza to ostatnie zdanie zwróciło uwagę polskiej prasy, która bardzo nerwowo reagowała rzekomą „wolę” i „szacunek” niemieckich władz względem polskich mieszkańców tych ziem.

 

Pocztówka z 1905 r., wydawnictwa Paula Raucha z Gniezna, ze zbiorów Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie.

Czarę goryczy przelały jednak kolejne słowa: - Ze strony niemieckiej należy dalej prowadzić dzieło kultury. Niemiec, który bez powodu sprzedaje własność swoją na wschodzie, ten grzeszy przeciwko ojczyźnie— obojętnie jakiego jest stanu i wieku — na tem miejscu wytrwać powinien. Wydaje mi się, te tutaj w niemieckich umysłach toczy się walka pomiędzy sercem a rozsądkiem. Skoro znajdzie się kto w położeniu zrobienia korzystnego interesu, wtedy przemawia serce: Odpocznij sobie, wycofaj się i przenieś się na daleki zachód, gdzie jest tak pięknie. Ale wtedy powinien przemówić rozsądek: Najpierw należy dopełnić obowiązku, a potem myśleć o przyjemności. Wobec ojczyzny, wobec niemczyzny, obowiązkiem jest działanie tutaj na Wschodzie. A tak samo, jak wiecie nie wolno opuścić swego posterunku, tak samo nie wolno Niemcom cofać się ze Wschodu - mówił Wilhelm II. W dalszej części przemówienia zwrócił się do członków gnieźnieńskiej kapituły, wobec której wysunął polecenie posłuszności względem papieża Leona XIII, z którym przy ostatniej sposobności cesarz rozmawiał i który to miał niemieckiemu władcy rzekomo przyobiecać poddaństwo wszystkich wiernych katolików. Słowa te, które padły na Rynku, stały się kolejną kroplą oliwy do ognia, który wzniecał się w umysłach Polaków od dłuższego czasu. Nic jednak nie mogli poradzić na słowa cesarza, ograniczając się jedynie do stanowczych, ale mimo to ostrożnych komentarzy w prasie.

Po uroczystości na Rynku, kiedy to jeszcze cesarz m.in. spełnił toast z pucharu podanego mu przez burmistrza Gniezna, we wczesnych godzinach wieczornych odjechał pociągiem w kierunku Berlina. Wracając na dworzec, Wilhelm na pewno po raz drugi spojrzał na pomnik swojego ojca Fryderyka III, który stał naprzeciwko dzisiejszego Urzędu Miejskiego.

Za sobą pozostawił nie tylko żywą dyskusję w prasie, ale - co warto wspomnieć - jego wizyta była przyczyną pewnego kuriozum. Oto bowiem, dekorując miasto, władze pruskie... zmieniły herb Gniezna. Zamiast orła na czerwonym tle w różnych punktach miasta, w tym także na Starym Ratuszu, zawiesili orła na czarnym tle. Prawdopodobnie nie chciano cesarza kłuć w oczy polskimi barwami, ale taki krok spotkał się z kolejną dyskusją w polskich gazetach. Wizyta Wilhelma II była jednak tak istotna z propagandowego punktu widzenia, że nawet lokalni wydawcy zdecydowali się rozpowszechnić pocztówki prezentujące zdjęcia z uroczystości na Rynku. Dzięki temu możemy zobaczyć, jak odświętnie przywitano cesarza – a właściwie przywitała go niemiecka ludność. Sama wizyta dla Polaków przeszła raczej obojętnie i gdyby nie przemówienie na placu, prawdopodobnie także i polska prasa ograniczyłaby relację do zdawkowych informacji.

Jak koniuszy z cesarza zakpił

Jest jednak jeszcze jedna historia, którą warto po ponad stu latach przypomnieć, a która już dawno temu zniknęła w mroku dziejów. Otóż w kilka lat po wspomnianej wizycie cesarza Wilhelma, a dokładniej w 1911 roku, na Rynek w Gnieźnie wjechał na koniu niepozorny człowiek. Nazywał się Wojciech Ignacy Stepek, a jego wizyta na placu bardzo szybko wywołała zbiegowisko. Ten koniuszy (zarządca stajni) hrabiego Mielżyńskiego z Iwna, zdecydował się wygłosić przemówienie, wskazując iż Gniezno na wskroś jest polskim miastem – stolicą Polski i jednocześnie wezwał ludność do zaprotestowania przeciwko germanizacji dzieci polskich. Jednocześnie zachęcał wszystkich do wspólnego śpiewania Mazurka Dąbrowskiego. 

Przemówienie zgromadziło spory tłum mieszkańców, które od razu zrozumiało iż mają do czynienia ze swojego rodzaju parodią przemówienia Wilhelma II. Rzecz jasna, bardzo szybko o całej sprawie powiadomiono pruską policję. Żandarmi po przybyciu na Rynek siłą ściągnęli mężczyznę z konia, poturbowali go, zakuli w kajdany i zaprowadzili do aresztu w Ratuszu. 

Wojciech Stepek za swój czyn, noszący (jakże by inaczej mogło twierdzić pruskie prawo) znamiona obrazy głowy państwa oraz naruszenia godności cesarstwa, został ostatecznie skazany na 1,5 roku więzienia. Prawie na pewno o tym procesie nie wiedział nic sam cesarz. To jednak nie przeszkadzało policji, by w trakcie przesłuchania, a także później w samym więzieniu, by namawiać koniuszego do przyznania się, kto go namówił do tego występu. Ten jednak milczał i nigdy nie wyjawił, skąd wziął się ten pomysł. Ostatecznie w więzieniu odsiedział 9 miesięcy. Po wyjściu powrócił do swojej pracy w Iwnie. Po latach, już jako mieszkaniec Poznania, nadal odwiedzał Gniezno w trakcie odbywających się tutaj Targów Końskich. Jego dalszy los jest jednak nieznany, a szkoda, bo jego historia jest warta przypomnienia i pokazania, że Polacy z zaborcą potrafili walczyć także śmiechem.

 


Z tego miejsca dziękuję Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie za użyczenie zdjęć do artykułu.


Jeśli posiadacie Państwo jakiekolwiek archiwalia, dotyczące powyższego tematu, albo ciekawe historie, stare zdjęcia lub inne materiały, którymi chcieliby się podzielić z nami i mieszkańcami Gniezna, prosimy o kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

 

3 komentarzy

  • Link do komentarza mieszkaniec piątek, 11 sierpnia 2017 10:47 napisane przez mieszkaniec

    Rewelacja. Gniezno jednak ma wiele więcej do pokazanie, niż tylko odległe początki państwa polskiego.

  • Link do komentarza p.Boguś czwartek, 10 sierpnia 2017 21:06 napisane przez p.Boguś

    Świetne....

  • Link do komentarza Guide środa, 09 sierpnia 2017 20:39 napisane przez Guide

    Genialne!!!!

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Ostatnio dodane