sobota, 23 grudnia 2017 10:53

Prowincjonalni strażnicy

 

Zdarzenie rzadko spotykane w skali naszego miasta, tuż przed świętami, wymaga chociażby krótkiego skomentowania. Być może temat prawa autorskiego jest wielu osobom kompletnie nieznany, ale trzeba pewną rzecz wskazać - coś takiego naprawdę istnieje.

Był benefis, były laudacje, oklaski, uśmiechy i podziękowania. Było miło, sympatycznie i prawie rodzinnie. Po dwóch dniach gruchnęła wiadomość iż doszło do skandalu - ot, takiego na miarę naszego miasta. Zapewne obchodzi to tylko pewne grono osób, których temat jak najbardziej dotyczy, ale przeczytać o tym mogą wszyscy.

Jedni z fotografii żyją, inni "nią" żyją, a jeszcze inni traktują ją jako hobby, chwytając za aparat, jak najdzie ich taka ochota. Podzielmy ich inaczej - przez aspekt posiadanych umiejętności wykonywania zdjęć, posiadania "oka" do kadrowania, a niekiedy także zdolności do późniejszej postprodukcji. Można też podzielić te osoby na takie, które robią zdjęcia dla ogółu, jak np. reportaże, ale też i dla siebie - chociażby imprezy rodzinne. Jedni robią pełnoklatkowymi lustrzankami, inni zwykłymi cyfrówkami, a jeszcze inni po prostu telefonami. Tę mieszaninę różnorodności łączy jedno - własność.

Użycie cudzych zdjęć i podpisywanie się pod nimi, jest dla fotografa ciosem w plecy. Nie obrazi się on wielce, kiedy ktoś skrytykuje (konstruktywnie!) jego zdjęcie, wskaże mankamenty czy po prostu powie, że fotka jest zwyczajnie słaba. Znaczna część nawet się ucieszy, jak dla kogoś stanie się inspiracją do działania. Jednak między inspiracją, a "zerżnięciem" jest różnica. 

Do czegoś takiego doszło w trakcie benefisu 50-lecia działalności jednego z gnieźnieńskich twórców. Spora ilość zdjęć, które pojawiły się na wystawie, okazały się nie należeć do jednego autora, jak to sugerował tytuł. Nie należą nawet do dwóch fotografów, jak to "uzupełniano" na kartce umieszczonej między wystawionymi planszami. Należą do kilku, przy czym poza wspomnianymi dwoma autorami, pozostali o tym nie wiedzieli. Nie zostali nawet zaproszeni. Dowiedzieli się na różne sposoby, także czytając na portalu relację. 

Na wystawę poszedłem, będąc zaproszonym osobiście przez autora. Przyszedłem z dobrymi intencjami i z takimi też wyszedłem. Przyznaję - nie mogłem specjalnie przyjrzeć się fotografiom, gdyż nie pozwolił na to czas. Ich mnogość mnie zaskoczyła, ale znając doświadczenie (na ów czas jeszcze) autora, uznałem w duchu iż miał sporo okazji by je zrobić. Jak to w życiu każdy z nas - myliłem się. Najpierw odezwała się jedna z autorek zdjęć. Potem w sieci pojawiły się kolejne wpisy na ten temat i lawina ruszyła. Czy słusznie?

Teraz, domniemany, pierwotny autor zdjęć - w opinii poszkodowanych - lawiruje w zeznaniach i bagatelizuje sytuację. "Jest trochę głupio, ale przecież o co chodzi?" 45 lat doświadczenia, a tłumaczenie jest takie, że zdjęcia miał otrzymać od bohatera wydarzenia, które ten miał zdjęcia zapisane na płycie. Po nagłośnieniu skandalu, nieswoje fotografie miały zniknąć, ale autorzy nakręcili dyskusję w sieci i pojawiło się trochę większych lub mniejszych zarzutów. W całej sprawie wypowiedziałem się raz - Gniezno jest małe i wystarczy ferment, jaki powstał, by zwrócić uwagę i w ten sposób ukarać. Nie potrzeba specjalnie piętnować, a zwłaszcza kręcić filmy na ten temat przez osoby, które w żaden sposób nie są stroną w tej sprawie. Wystarczy, że zrobili to już autorzy zdjęć oraz niektórzy fotografowie, będący rówieśnikami sprawcy zamieszania, znający go od 40 czy 50 lat. Teraz pora na drugą stronę medalu.

Pierwsza krótka dygresja. Lata temu znajomy szedł jedną z ulic naszego miasta i w oknie wystawowym pewnej firmy fotograficznej zauważył zdjęcia. Były mu dziwnie znajome. Sprawdził i okazało się iż należały do fotografa z jednego z dużych miast polskich. Ot, tak jedna z gnieźnieńskich firm afiszowała się cudzymi zdjęciami. Po wejściu do środka i zwróceniu uwagi, odpowiedzią było wzruszenie ramion i wskazanie drzwi. Dziś tego zakładu już nie ma. 

Druga krótka dygresja. Kilka lat temu mieliśmy takiego "orła", który w sieci chwalił się nie swoimi grafikami. Popadł on w niełaskę gnieźnian, gdyż nabrał on sporo kasy od różnych osób, znikając jak kamfora po sporej awanturze - niektórzy pewnie jegomościa pamiętają.

Sprawca obecnego zamieszania po tylu latach pracy z migawką mógł zrobić głupotę z poczucia sympatii dla przyjaciela. Mógł, bo któż z nas w życiu żadnej głupoty nie popełnił? Błąd jednak jest większy o tyle, że zrobił to w tak słabym stylu, naruszając prawa własności intelektualnej aż kilku osób. Zapewne wystarczyło z każdym porozmawiać, uzgodnić wspólny projekt i wystawa by się odbyła z większym zainteresowaniem. A tak, to nieznana większości mieszkańców galeryjka w podziemiach byłej jednostki wojskowej przy ul. Sobieskiego, nagle stała się bardzo dobrze rozpoznawalna z powodu skandalu. Być może, gdyby nie relacje, nikt by o tym nie wiedział. A może ktoś, coś zauważył i doniósł? Nie wiem, nie wnikam.

W całej sprawie zaniepokojenie budzą jeszcze indywidualne jednostki społeczeństwa, które stanęły murem za autorem zamieszania. Zacytuję takiego delikwenta: Benefis rządzi się swoimi prawami. To nie jest komercha. (...) W Ten Wyjątkowy Dzień niepisane prawo nakazuje pokłonić się tylko jednemu, zachowując swoją osobę w uniżeniu a dopominanie się o swoje nazwisko jest niesmaczne i niskie. Dodam, że autorzy zdjęć, których zdjęcia zostały zerżnięte, wykadrowane i pozbawione znaków wodnych, a którzy też postawili na swoim, zostali określeni przez tegoż prowincjonalnymi strażnikami własności intelektualnej. Zabawnie? Teraz jeszcze lepiej: Prokurowanie linczu (warto zauważyć z inspiracji luminarza gnieźnieńskiego dziennkarswa śledczego p. [tu pada moje nazwisko - przyp. aut.] na osobie tak szacownej jak Zdzisław Stoltman jest podłością najczystszej próby! I wtedy człowiek nie wie, czy ma się ucieszyć, że jest jakimś przodownikiem, czy jednak powinien odebrać to jako zarzut. Widząc wcześniejsze cytaty tej samej osoby, odbieram to nawet jako ciężki zarzut, ale co można sądzić o autorze tych słów, znanym z braku poszanowania dla publicznego i prywatnego mienia?

W całej sprawie pozostaje niesmak. Mija kolejny dzień od ujawnienia sprawy, a autorzy wciąż czują się poszkodowani. Nikt jednak raczej nie chce żadnego finansowego zadośćuczynienia za "prowincjonalną" wystawę ich zdjęć, użytych bez pozwolenia. W całej sprawie brakuje przede wszystkim tego, co być może po 45 latach doświadczenia powinno przyjść samo - słowa "przepraszam". I tyle.

 


Cała sytuacja nabrała tempa na dniach przed świętami Bożego Narodzenia. Szkoda, bo wpis na ten czas powinien być inny. W sprawie prowokują jednak kolejne komentarze, pojawiające się w sieci. Ni mniej, ni więcej - Wesołych Świąt.

8 komentarzy

  • Link do komentarza Tom-Waldi środa, 27 grudnia 2017 13:50 napisane przez Tom-Waldi

    Cała sprawa jest nieetyczna:
    po pierwsze ktoś mało rzetelnie przygotował wystawę,
    po drugie nagannie oceniam osoby które nagrały filmiki a następnie udostępniły je w przestrzeni publicznej.
    Żyjemy w państwie prawa dlatego takie działania powinny być społecznie piętnowane tym bardziej gdy ktoś kogoś napuszcza, podpuszcza.

  • Link do komentarza dfffffffffffgrr43 środa, 27 grudnia 2017 09:55 napisane przez dfffffffffffgrr43

    Mam wrażenie że Budasz może i dobrze chce dla Gniezna ale wydaje mi się że otoczył się takimi przybocznymi wśród których mogą być tacy co to raczej komplikacje wprowadzają swoimi pomysłami i nie do końca są przygotowani bo nie sprawdzają wszystkiego przed wprowadzaniem pomysłów. No i oczywiście te pierduśnice co to bywają............. No ale takich sobie dobrał na ten nowy czas.

  • Link do komentarza czytelnik wtorek, 26 grudnia 2017 22:46 napisane przez czytelnik

    Mam pytanie, czy sprawa skierowana została do prokuratury bądź z powództwa cywilnego do sądu? O ile nie to dla osób nie będących stroną (pokrzywdzonymi) z punktu widzenia prawa zaczynają się "schody". Jakie?

  • Link do komentarza drwal wtorek, 26 grudnia 2017 21:22 napisane przez drwal

    Prezydent nic sobie z tego nie zrobi - dotyczy to również instytucji miasta, które za tym stoją.... po prostu mają nadzieję, że smrodek, który się rozszedł zostanie wywiany z wiatrami zimy.... i wszyscy zapomną o niesmaku jaki pozostał, bo przecież tak naprawdę nie idzie zmierzyć kto, komu, co zabrał, za ile, jak, gdzie kiedy..... w domyśle oznacza to tyle - niedoceniony artysta amator nam się znalazł! przykre, to ale prawdziwe, pewnie nawet oświadczenia nie napiszą, o przeprosinach to już w ogóle lepiej zapomnieć, cóż warto pamiętać skoro to organizacja pożytku publicznego to może warto przyjrzeć się działalności tego stowarzyszenie w innych sprawach
    "Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny. "(Łk 16, 10)

  • Link do komentarza mieszkaniec niedziela, 24 grudnia 2017 21:59 napisane przez mieszkaniec

    Co na to sponsor wydarzenia czyli prezydent Gniezna? On tego mógł oczywieście nie wiedziec, ale jego udział i finansowanie imprezy jest niezwykle przykrym przypadkiem przy pracy. Gdzie jego sztab doradców i pracowników kultury? Czy nie należy bardziej przyglądać się sponsorowanym imprezom? A panowie zrobili sobie fetę, po ktorej pozostał niesmak i narazili organizację to przygotowującą na niezwykle paskudną opinię w oczach społeczeństwa Gniezna.

  • Link do komentarza Anubis niedziela, 24 grudnia 2017 12:37 napisane przez Anubis

    Wykorzystywanie czyjegoś dorobku dla swoich interesów, jest normalnym świństwem. Sam doświadczyłem czegoś takiego w sposób nieco bardziej zamazany (otóż ktoś opublikował mój tekst na swoim koncie nie informując czytelników o tym, kto rzecz napisał) i o czymś temu pokrewnym chcę tutaj napisać, chociaż moi adwersarze okrzykną mnie zaraz ćwokiem, który kwestionuje zasady panujące w internecie. A niech tam! przynajmniej będą mieli przyjemność.
    Otóż zgadzamy się wszyscy, że jawne podszywanie się pod kogoś innego w celu osiągnięcia jakiejś korzyści jest pospolitym świństwem, ale - przynajmniej zdaniem większości internautów, anonimowe szkalowanie konkretnego, znanego z imienia i nazwiska oraz wizerunku człowieka, jest wręcz chwalebne. Wesołych Świąt!
    Szczepan Kropaczewski

  • Link do komentarza pierożek niedziela, 24 grudnia 2017 12:10 napisane przez pierożek

    w Polsce kradzież własności intelektualnej - czyli szeroko pojętej sfery kultury głównie - nie jest uważana za coś złego i nagannego, bo głównie liczą się intencje tzw. użytkownika-złodzieja... złodzieja samochodu można tak wytłumaczyć przecież ja nie kradnę samochodu tylko pożyczam, bo miałem ochotę pojeździć, ponadto ja nie kradnę pieniędzy, tylko pożyczam, bo u mnie ostatnio krucho z kasą, a bank bierze procenty itd, itd,.... to o co chodzi z tą sztuką??? no niestety = ktoś coś wytwarza, ponosi koszty, dokształca się i robi to na pewnym poziomie i za to należy się wynagrodzenie, a jeśli ten nie jest wymagany - bo twórca dajmy na to amatorem jest - to należy się szacunek i chociażby wzmianka kim jest autor! inaczej to nic innego jak pospolita kradzież....

  • Link do komentarza Jam_Jest niedziela, 24 grudnia 2017 09:34 napisane przez Jam_Jest

    ...a więc to jest ten cały (spirytus movens) i tyle zamieszania, o którym pisze p Andrzej. No to teraz już wiem o co tak naprawdę chodziło z tą kradzieżom.

Skomentuj

W związku z dbałością o poziom komentarzy, prowadzona jest ich moderacja. Wpisy wulgarne, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane CAPS LOCKIEM), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Ostatnio dodane