Wydrukuj tę stronę
środa, 15 listopada 2017 07:31

Palisz w piecu śmieciami? Strażnicy miejscy przyjdą z... wiaderkiem!

 
Palisz w piecu śmieciami? Strażnicy miejscy przyjdą z... wiaderkiem! fot. Rafał Wichniewicz

Nowy sposób kontroli tego, czym mieszkańcy palą w piecach, ma studzić zapał osób wrzucających do ognia odpady. Nie będzie pobłażania dla tych, u których zostanie to stwierdzone - informuje Straż Miejska.

Funkcjonariusze miejskiej formacji od ubiegłego roku prowadzą zdecydowane działania wobec osób, które notorycznie palą śmieciami w domowych albo zakładowych kotłowniach. To one powodują, że dym opadający na okoliczną zabudowę jest gryzący i cuchnący, a jednocześnie bardzo szkodliwy dla naszego zdrowia. Jego wpływ na organizm ma jest działaniem długofalowym, czego wielu - także palących śmieciami - nie zdaje lub nie chce sobie zdawać sprawy. Tymczasem ilość ukaranych z tego powodu wciąż rośnie. 

W 2016 roku strażnicy miejscy dokonali w sumie 298 kontroli palenisk, gdzie w sumie 50 z nich zakończyło się pouczeniami, 25 mandatami, a 3 wnioski trafiły do sądu. W 2017 roku w okresie od stycznia do października tych kontroli było już 302, z czego tylko 20 kończyło się pouczeniami, a w 46 przypadkach mandatami. Do sądu skierowano 4 wnioski. 

- Dotychczasowe nasze działania polegały głównie na typowym odwiedzaniu mieszkań w domach, firmach, instytucjach, gdzie w ramach naszej obserwacji lub reagując na zgłoszenia obywateli, mieliśmy podejrzenia iż może dochodzić do spalania odpadów do tego nieprzeznaczonych, a więc mówiąc krótko - śmieci. W piecach domowych czy firmowych znajdywaliśmy przewody elektryczne, odpady poprodukcyjne, odpady żywnościowe, pobudowlane, a nawet odzież, która mogłaby trafić do kontenerów na ubrania lub do PSZOK. To trafiało do pieców, które stanowią dla niektórych osób przydomowe "kosze" - mówił Tomasz Francuszkiewicz, komendant Straży Miejskiej w Gnieźnie. Straż miejska prowadzi spotkania profilaktyczne z dziećmi i młodzieżą, gdzie tłumaczą jak bardzo palenie takimi odpadami szkodzi zdrowiu, a także spotykają się na osiedlach z mieszkańcami czy właścicielami ogródków działkowych. 

- Wiadomo, że są spalane odpady, bo gdyby nie były spalane, to nie byłoby problemu. 40 lat temu był inny skład odpadów i dzisiaj mamy też inny skład. W 70-80% dzisiaj przeważają odpady z dużą zawartością tworzyw sztucznych i folii. Przy tym spalaniu domowym w temperaturze 250 do 500 stopni, mamy niepełne spalanie, a to powoduje duże zapylenie PM 10 i PM 2,5, na których osiadają związki chemiczne, m.in. te benzoalfapireny, metale ciężkie, bo to jest idealne medium, na którym zanieczyszczenia siadają na ziemi, trafiają też do gleby, do roślin, my to wdychamy. Jakość spalin jest więc dużo gorsza niż kiedyś, głównie z powodu tych tworzyw sztucznych, z których powstają w spalaniu związki chloroorganiczne, o silnej rakotwórczości - tłumaczył prof. Jerzy Siepak z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej.

Pouczenia, które spotykały kontrolowane miejsca, często wynikały z faktu całkowitego wypalenia materiału, który uchodzić mógł za niedozwolony. Strażnicy miejscy nie mieli wystarczających narzędzi, które mogłyby ich wesprzeć w tych działaniach. Teraz już się to zmieniło: - Podpisaliśmy umowę z największym akredytowanym w Polsce laboratorium w Jastrzębiu Zdroju. Czterech funkcjonariuszy przeszło szkolenie w tej dziedzinie i teraz, oprócz instrumentów prawnych, które mamy, a więc upoważnienie do kontroli na podstawie przepisów o ochronie środowiska, wydanych przez prezydenta, wspólnie z inspektorami, będziemy wykorzystywali w kontrolach takie narzędzia, jak specjalne wiaderko do badań - tłumaczył Tomasz Francuszkiewicz.

Jak ma wyglądać taka kontrola? Do niepozornego, małego wiaderka ze stali nierdzewnej, ma być wrzucany popiół z pieca, w przypadku którego istnieje podejrzenie spalania w nim odpadów niedozwolonych. Pojemnik będzie na miejscu plombowany i spisywany protokół w dwóch egzemplarzach, a następnie zostanie on wysyłany do laboratorium w Jastrzębiu Zdroju w celu przebadania próbek. Cała procedura ma zajmować kilka dni: - Po tym czasie otrzymamy szczegółową ekspertyzę, jaka jest zawartość metali i innych związków w popiele. Z tą opinią zapoznamy osobę kontrolowaną, a następnie podjęte zostaną wobec tej osoby sankcje - mandat do 500 zł bądź też sprawa będzie kierowana do sądu, który zbada całe postępowanie dowodowe, zasądzając przy tym zwrot kosztów - mówił komendant. Po zbadaniu próbek, zakład odsyła do Gniezna nowe wiaderko, dzięki czemu na stanie cały czas znajdować się będzie kilka pojemników gotowych do kontroli.

Władze miasta i straż miejska mają nadzieję iż ten instrument ułatwi pracę kontrolerów: - Dotychczasowe działania nie były zawsze skuteczne, aby można było wyeliminować to zjawisko. Nadal są palone śmieci, nadal jest zatruwane społeczeństwo i nadal trujemy sąsiadów. Cieszy, że interwencji zgłaszanych przez mieszkańców jest coraz więcej - przyznał Tomasz Francuszkiewicz. Każdy, kto ma podejrzenia o nielegalnym spalaniu odpadów, może zgłosić sprawę pod numerem telefonu 61 424 10 50 lub 604 512 000.

Galeria

46 komentarzy

startpoprz.123nast.koniec